Tadaaaaaaam!
Z tygodnia zrobiło się nagle pół roku.
Trochę byłam zajentyk swego czasu, usiłowałam jakoś posklecać życie biurowe z domowym i jeszcze szkolnym,aaa i rodzinnym, zapomniałam. Towarzyskiego brak z brak czasu. Mąż wybywa częściej niż bywa, taka praca, well, byliśmy świadomi konsekwencji. Wpływ na konto w okolicach 30 koi smutki.
Jestem obecnie w letkiej dupie zawodowej i szukam usilnie roboty, w której będą mi godnie płacić, godnie traktować i jeszcze żebym mogła se tam od czasu do czasu coś wrzucić na ksero.
Mamy środek lutego, od początku roku byłam na pięciu rozmowach kwalifikacyjnych, z czego ostatnia była niczem Mam Talent w Tefałenie, takie trójżyri, co mocno mnie przetrzepało. A na innej pan rezolutnie zapytał kim chcę zarządzać po studiach.AAAAAAAA.
Dziecko zdrowe w miarę, dziekuję. Co prawda w 2010 trzy razy lądowaliśmy z Leną w szpitalu z różnych powodów,ale nie narzekam. Z uwagi na sprzyjające warunki epidemiologiczne planuję dokonać jutro kontrolowanego zarażenia ospą wiatrówką. Ktoś chętny? Za tydzień- dwa mogę przekazać dalej.
Pewnie:
- Chciałabym mieć większe mieszkanie
- Chciałabym więcej zarabiać
- Mieć mniejszy nos
- I nogi aż do szyi
- Trochę większe cycki
- Dziecko supergrzeczne, wykazujące dodatkowo objawy geniuszu
- I żeby nie było zimy, a lato trwało cały rok
- I żeby nie było korków na mieście,a paliwo i OC było tańsze
- Kredyt spłacił się w mgnieniu oka, naturalnie SAM
- A wyprzedaże trwały cały rok
Ale na dziś wystarczy mi:
- Mieć zdrową, uśmiechniętą i mądrą córkę
- Męża częściej w domu
- Dyplom
- Więcej optymizmu i cierpliwości a mniej nerwów
- Więcej wolnego czasu
Tego życzę sobie samej w dniu 27 urodzin.
Samotne wieczory stały się od niedawna zupełną normą. Zbliża się sesja na uczelni i teoretycznie przyjazną być powinna cisza, która nastaje po zamknięciu drzwi od Leniaszkowego pokoju.
Ja tu, on w Warszawie.
W Szczecinie.
W Poznaniu.
Kalisz-Konin-Gorzów.
A ja tutaj.
Tęsknię i boję się.
Bo deszcze, bo śnieg, bo harpie i piranie.
Dobrze, że nie jestem tu zupełnie sama.
Ponoć na przystosowanie się do zimowego czasu organizm potrzebuje około tygodnia, więc dlaczego do jego pana Wacława wciąż ledwo żyję?Nie umiem się wyspać. Położę się zbyt wcześnie-przewracam się nerwowo pod kołdrą i wściekam, że tyle rzeczy mogłabym w międzyczasie zrobić. Zbyt późno- budzę się rano na wpółprzytomna i co dzień przed lustrem kombinuję jak usunąć tą cholerną opuchliznę pod oczami.
Minimum pokarmowe niebezpiecznie mi się obniżyło. Mam ściśnięty żołądek.
Nie ma dnia, żebym nie wracała z pracy ze straszliwym bólem głowy. Bywają i takie popołudnia, kiedy niewiele widzę i jadę 40 na godzinę, żeby nie zatrzymać się na jakimś drzewie.
A żeby tego było mało od jakiegoś czasu dusi mnie coś w środku, jakaś kurwa tęsknota za niewiadomo czym, nazwijmy to melancholią, niespełnieniem, czym tam się rzewnie podoba. Mam złe sny, bardzo złe, wstaję, tyram, kładę się, wstaję i tak w kółko. Powinnam wziąć się w garść, wiem, życie rodzinne gdzieś zostało z boku i kuleje i aż sama nie mogę uwierzyć, że jesień potrafi tak spierdolić relacje w domu.Miałam w sobie silne przekonanie, że ten ostatni kwartał będzie raczej budujący, bo przecież zaczęłam szkołę, wróciłam do pracy, kasa co miesiąc wpływa na konto, dziecko zdrowe, mąż nie pije i nie bije, dobry, kochany chłopak, a wszystko jakieś takie się zrobiło szarobrunatosraczkowate.
Ta jesień mnie zabije.Albo wzmocni.
Powiedzcie mi jeszcze jakim cudem ominęła mnie wieść o polsko-amerykanckiej ciąży ABC?
Zastanawiałam się zawsze, dlaczego gdy śpiewam, jadąc autem, nie wychodzi to tak fajnie jak w tych wszystkich amerykańskich filmach, w których głowna bohaterka w swoim kadilaku włos ma rozwiany a głos niczym dzwon.
Dziś mnie tknęło. Amerykańskie drogi są porządne i gładkie i struny głosowe nie podskakują na każdej nierówności.
Żadna to szuka, spróbujcie zanucić coś bez fałszowania na wrocławskiej kostce ha!
Nie lubię, kiedy zostawia nas Mąż i Ojciec. Tęsknimy za nim obie- fizycznie i mentalnie. Lena nie chce zasnąć, kąpie się mniej chętnie, drepce po mieszkaniu i szczebiocze "tatiś? tatiś?", szukając w każdym pokoju znajomej twarzy. Ja przebudzam się, jak zwykle, kilka razy w ciągu nocy i próbuję wtulić się w te wielkie ciepłe plecy, które zawsze są obok lecz bezskutecznie. Łóżko staje się takie duże, zbyt duże dla mnie samej...
Druga strona nieobecności jest typowo prozaiczna- muszę sobie dać radę sama z wszystkimi obowiązkami. W takich chwilach zauważam jak dużo Hany mi pomaga, choć na co dzień wredna ze mnie baba i mam skłonności do czepiactwa.
W ten weekend zaczynam zajęcia na uczelni. Jestem pełna obaw, czy sobie poradzę z wszystkimi obowiązkami i ze świadomością, że tydzień nie będzie się odtąd kończył w piątek...
W Rossmannie trzy koszyki z rzędu zapełnione były papierem toaletowym, podpaskami i tamponami. To dopiero jesienne zakupy. Jak już leje to zewsząd, że tak powiem.
Żeby poprawić sobie humor kupiłam córce piękne czapy i rękawiczki i oderwałam metkę z turkusowej kurteczki, która czekała na nią w szafie od trzech miesięcy. W weekend pójdziemy na spacer pozbierać kasztany.
Dopiero co ułożone w pudełkach swetry i spodnie z podszewką zostały przeniesione na półki w szafie. Zapewne dopiero późną wiosną zajmą ich miejsce topy i lniane rybaczki. Taki cykl. Śniło mi się ostatnio, że już zaczęli grzać. Przydałoby się, bo bez skarpetek teraz ani rusz, ciągnie od paneli paskudny chłód.
Młoda chodzi. Nieśmiałe próby stawiania samodzielnych kroków zamieniły się w zeszłą sobotę w pełnowartościowe śmiganie po mieszkaniu, co dla nas niestety oznacza okazywanie większej czujności. Na czterech łapach jest stanowczo bezpieczniej i stabilniej niż na dwóch i o ile wszędobylskość Leny nie uległa zmianie o tyle liczba upadków na pupę dramatycznie wzrosła.
Odkryłam też dziś, że nasze dziecko już zapamiętuje wiele rzeczy, pokazuje rączką, do której bramy należy wejść, aby odwiedzić babcię, rozumie też sporo słów. Choć okres noworodkowy wspominam w pewnym sensie z rozrzewnieniem (całe jej uzależnienie ode mnie, bezradność, odpływanie w moich ramionach, ech...), to możliwość nawiązania obustronnej relacji z własnym dzieckiem jest budująca.
Rozkleiłam się dziś straszliwie w czasie reklamy środka przeciwbólowego. Szlochałam, wieszając jednocześnie pranie. Szlochałam, jak umarł Swayze, choć nigdy jego plakaty nie wisiały na ścianie. Jesień idzie, pogoda co prawda ostatnio ukrywa ten fakt, ale mgliste, chłodne już poranki go demaskują, co sprawia, że dopada mnie lekka melancholia. Kupiłam wczoraj sweter z golfem, więc kto wie, może zaraz zacznę gromadzić zapasy zimowe. Oby nie w okolicach talii.
Dobra wiadomość jest taka, że od dziś jestem w pełni mobilna, gdyż w końcu mam auto - z drogi śledzie.I że jeszcze tylko trochę ponad 2 tygodnie i na konto wpłynie moja pierwsza od pół roku wypłata. Czy nie powinnam aby roztrwonić choć niewielkiej jej części? :)
Ja mam gorączkę, młoda rozkichuje gluty po całym mieszkaniu, a Hanemu dziś ktoś wjechał w tył auta.
Brak mi sił,by napisać coś więcej.